22.11.2023
Autor: Lukasz Morawski
1-4

Bluey – Gra wideo fajna nawet dla przedszkolaków

Firma Outright Games ma już w swoim portfolio takie marki, jak Świnka Peppa, Gigantozaury czy Psi Patrol. Teraz wydawca podzielił się za światem kolejną produkcją bazującą na popularnym serialu animowanym dla dzieci. Czy hiszpańskie studio Artax Games poradziło sobie z zadaniem i Bluey: Gra Wideo jest tytułem godnym uwagi? No tak średnio…

Bluey – Gra wideo fajna nawet dla przedszkolaków

Z żoną bardzo mocno dbamy o to, aby nasz czteroletni syn oglądał treści odpowiednie dla jego wieku, a przy okazji żeby czerpał z nich jakieś wartości i wiedzę. Oczywiście szukamy też czegoś bardziej rozrywkowego, bo przecież nie samą edukacją żyje człowiek. Australijskie studio Ludo udowodniło jednak, że bez problemu można połączyć dobrą zabawę z rozwojem emocjonalnym u dzieci. I nie tylko u nich, ponieważ kreskówka „Bluey” oferuje treści, które oddziałują także na dorosłych. Odcinki trwają niespełna siedem minut, ale są po brzegi wypełnione mądrymi przemyśleniami, wzruszającymi morałami i przede wszystkim humorem stojącym na bardzo wysokim poziomie. Dawno nie uśmiałem się na żadnym sitcomie tak bardzo, jak na tym serialu animowanym.

Bluey: Gra wideo

Kiedy więc dowiedziałem się, że Outright Games planuje wydać grę wideo o przygodach rodziny Łączków, aż zapiałem z zachwytu. Co prawda znam dzieła dystrybuowane przez tę firmę (np. ostatnio opisywany przeze mnie Świat Psiego Patrolu) i zdawałem sobie sprawę, że nie ma co liczyć na wybitne dzieło, ale i tak czekałem z wypiekami na twarzy. Niestety moje obawy okazały się być słuszne, ponieważ odpowiedzialne za ten tytuł Artax Games nie do końca poradziło sobie z przygotowaniem angażującego dzieła. Nie mówię nawet o rozgrywce, tylko warstwie fabularnej, która może pochwalić się paroma ciekawymi momentami, lecz w historii zabrakło błyskotliwości i emocjonalności pierwowzoru.

Gra wideo w serialowej formule

W „Bluey: Gra wideo” opowieść została podzielona na cztery odcinki, do których możemy podejść w dowolnym momencie. W przeciwieństwie do serialu animowanego, tym razem wszystkie epizody są ze sobą w bezpośredni sposób powiązane. Otóż dziewczynki (główna bohaterka i jej młodsza siostra Bingo) dowiedziały się, że ich tata Bandit w czasach swojej młodości zakopał – razem z wujkami Prążkiem i Radziem – cenny przedmiot. Żeby go jednak odnaleźć, musimy zebrać wszystkie części porwanej mapy. Właśnie to jest celem trzech rozdziałów, zaś w czwartym rodzinka wyrusza nad strumyk, aby odnaleźć skarb. Niektóre dialogi są naprawdę fajnie napisane i po części czuć w nich klimat oryginału, ale całość wydaje się być bardziej płaska, pozbawiona większej głębi. Dopiero w finale poczułem te emocje, jakie towarzyszyły mi podczas seansów kreskówki.

Naturalnie są to przemyślenia dorosłego odbiorcy, zupełnie inaczej odbierającego dzieła popkultury. Syn oczywiście z ogromnym zainteresowaniem słuchał dialogów bohaterów i cieszył się, gdy na ekranie wystąpiły znane z pierwowzoru postacie. Na pewno ogromną zaletą „Bluey: Gra wideo” jest pełnoprawny polski dubbing (dobrze, że twórcy nie poszli śladem Smerfów 2: Więźnia Zielonego Kamienia), do którego zaangażowano sporą część aktorów znanych z bajki. Dzięki temu w grze usłyszymy Joannę Pach-Żbikowską jako mamę Chilli oraz Tomasza Błasiaka w roli taty. Co prawda za dublaż protagonistki oraz Bingo odpowiadały inne osoby, ale ich barwa głosu była na tyle zbliżona, że szybko można było się przyzwyczaić. Jedyne, co trochę raziło, to nierówny poziom dźwięku – kwestie córek ewidentnie są głośniejsze i w gorszej jakości.

Zbyt dużo błędów, jak na tak małą produkcję

No dobra, a co z rozgrywką? Tutaj niestety również produkcja została potraktowana mocno po macoszemu… Aczkolwiek oprawa wizualna zasługuje na pochwałę, ponieważ twórcom doskonale udało się przenieść stylistykę z serialu animowanego. Ponadto dom Łączków oraz pozostałe lokacje wiernie odwzorowują miejscówki z oryginału, dzięki czemu fani „Bluey” mogą na spokojnie pozwiedzać poszczególne pomieszczenia, wyłapując przy okazji całą masę odniesień do bajki. Super sprawdza się też to, że wiele obiektów można podnosić lub kopać, aby zmieniać ich pozycje – w ten sposób jesteśmy w stanie np. trafić piłką do bramki. Szkoda tylko, że produkcja bywa bardzo mocno zabugowana, co niekiedy psuje zabawę i zmusza do ponownego włączania gry.

Bluey: Gra wideo

Kilkukrotnie zdarzyło nam się, że postacie przestały się ruszać i jedyna czynność, jaką mogły wykonywać, to skakanie. Innym razem syn kontrolujący Bingo próbował przeskoczyć przez okno w kuchni, co skończyło się problemami z kolizją obiektów. Dopiero po restarcie jego postać przestała przenikać przez ściany. A i tak największą bolączką „Bluey: Gra wideo” jest wariująca kamera, która daje się we znaki, gdy do zabawy dołącza kilku graczy (produkcja oferuje lokalną kooperację dla czterech osób). Kiedy gramy w pojedynkę, wtedy obraz automatycznie śledzi nasze poczynania i wszystko jest w porządku. Komplikacje w coopie zaczynały się w momencie, gdy ja skakałem na kanapie na parterze, żona próbowała wejść po schodach na piętro, a syn zagubił się gdzieś w jednym z pomieszczeń. W takiej sytuacja gra kompletnie wariuje, ratując się teleportowaniem użytkowników do jednego miejsca, choć ten system nie zawsze działa jak należy.

Czy jest tu coś do roboty?

Rozgrywka została uproszczona do granic możliwości, przez co starsze dzieci, które mają już doświadczenie z bardziej zaawansowanymi produkcjami, przy „Bluey: Gra wideo” będą się nudzić. Zabawa w poszczególnych rozdziałach sprowadza się głównie do biegania po lokacjach w poszukiwaniu jakichś przedmiotów. Czasami zdarzy się etap bardziej platformowy, ale sprowadza się do wykonania dwóch-trzech skoków. Sytuację ratują trochę cztery minigry – też są dziecinnie proste i mało skomplikowane, ale przynajmniej stanowią jakieś odstępstwo od reguły. W „Niespadajce” rodzinka musi odbijać balon, żeby nie spadł na ziemię, „Magiczne cymbałki” to swego rodzaju zabawa w berka, „Podłoga to lawa” polega na zebraniu gwiazdek przemieszczając się po meblach, zaś w „Gonitwie skrzekoptaka” biegamy za krzykliwą zabawką.

Zaliczenie wszystkich odcinków zajmuje ok. pięćdziesięciu minut, co jest naprawdę słabym wynikiem. Oczywiście dzieci nie mają problemów z powtarzaniem tych samych etapów, ale i tak producent powinien zadbać o więcej zawartości. Czas spędzony przy tym tytule na pewno wydłużają wcześniej wymienione minigry, a dodatkową godzinkę można również uzyskać poprzez zbieranie naklejek i porozrzucanych tu i ówdzie przedmiotów, za które odblokowujemy nowe elementy garderoby dla naszych bohaterów.

Dzieci będą szczęśliwe

W normalnych okolicznościach raczej nie poleciłbym zakupu „Bluey: Gra wideo”, jednakże jest to w końcu produkt skierowany przede wszystkim do najmłodszych odbiorców, a nie dorosłych graczy, jak ja. Produkcja pomimo swoich wad doskonale nadaje się do wspólnej zabawy dla całej rodziny. Choć dostrzegałem wiele wad, to świetnie spędziłem czas z synem i żoną podczas poszukiwania skarbu Bandita oraz wymyślania własnych historii. Jeśli macie w domu trzy-czterolatka uwielbiającego serial animowany „Bluey”, to koniecznie zainteresujcie się tym tytułem. Reszta osób śmiało może go sobie odpuścić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.