4.08.2022
Autor: Joanna
5-13

Wycieczka do Legolandu w Danii. Wakacje życia? Sprawdziłam

Legoland w Billund w Danii. Mekka dla wielbicieli klocków, czy hałaśliwe miejsce, w którym rodzic testuje granice cierpliwości? Byłam na wycieczce w Legolandzie już trzy razy i oto moje wnioski z pobytu tam. I garść wskazówek oraz porad dla innych rodziców.

Wycieczka do Legolandu w Danii. Wakacje życia? Sprawdziłam

Legoland położony w mieście Billund w Danii to jeden ze słynnych parków tematycznych poświęconych klockom LEGO. Jest podzielony na strefy nawiązujące do najważniejszych serii znanych fanom marki. Mamy zatem mały Dziki Zachód, świątynię wojowników Ninjago, pełne wodnych rozrywek Pirate Land, Adventure Land z piramidą, średniowieczne Knight’s Kingdom, którego centrum stanowi całkiem uroczy zamek, czy oddany rok temu do użytku LEGO Movie World, czyli świat związany z filmami „LEGO Przygoda”.

Wszystkie te „dzielnice” (oprócz wyżej wymienionych w Billund są także: Duplo Land, Imagination Zone, Miniland, Polar Land) płynnie przechodzą jedna w drugą, a ich charakter nie sprowadza się tylko do inaczej pomalowanych fasad budynków. Dla przykładu miasteczko w klimacie westernowym składa się z parterowych, drewnianych budynków zgromadzonych wokół tzw. karuzeli weneckiej.

W domkach mieszczą się restauracje, kawiarnie i sklepiki z pamiątkami, obsługa przebrana jest zaś za kowboi, chociaż nie zabrakło też akcentu indiańskiego w postaci łodzi kanoe – związana z nią atrakcja kończy się zjazdem do wody po stromej zjeżdżalni. Wszystkie inne Legolandy zbudowane są na bazie właśnie tego pierwszego parku z duńskiego Billund. Różnią się wielkością i pojedynczymi atrakcjami, ale ogólny zamysł jest ten sam.

Mapa Legolandu w Billund

Mapa Legolandu w Billund

Bardzo stare te klocki

Legoland w Billund to najstarszy park rozrywki, w jakim wszystko kręci się wokół klocków. Został otwarty w 1968 roku. Wybudowano go tuż obok fabryki LEGO i miał on być dla niej swego rodzaju odciążeniem. Rok w rok tabuny ludzi wystawały bowiem pod bramami budynku, by obejrzeć tysiące figurek i konstrukcji znajdujących się na terenie kompleksu, przeszkadzając tym samym pracownikom.

Ówczesny właściciel firmy, Godtfred Kirk Christiansen (syn założyciela firmy LEGO, Olego Kirka Christiansena), postanowił przenieść wszystkie modele do nowego miejsca i tak powstał Miniland, czyli wielka makieta z setkami budynków i scenek, do zbudowania której użyto 25 milionów klocków. Później stało się to sercem każdego Legolandu.

Legoland Billund Resort - Dania

Legoland w 1968 r. (fot. Legoland Billund Resort, CC 3.0)

Szybka jazda

Dzieciom w wieku wczesnoszkolnym (albo inaczej: tym, których wzrost wynosi więcej niż 110 cm) Legoland ma całkiem sporo do zaoferowania. Latem świetnie sprawdzają się atrakcje wodne takie jak rwąca rzeka wikingów, bitwa statków pirackich czy urocze kanoe. Wielbiciele adrenaliny mogą poczekać w kolejce (najszybsze atrakcje zawsze są najbardziej oblegane) do jednego z czterech rollercoasterów – Flying Eagle, X-treme Racers, Polar X-plorer czy The Dragon – w których wagoniki rozpędzają się do prędkości 65 km/h.

Pod względem siły doświadczenia nie dorównują one jednak Hyperionowi czy innym tego typu atrakcjom z parków dla dorosłych – najbardziej ekstremalna przejażdżka umiejscowiona w strefie Lego Movie World, Apocalypseburg Sky Battle, przeznaczona jest dla dzieci mających powyżej 130 cm. Wszystkie pozostałe obecne w Legolandzie atrakcje oferują porównywalnie mniej (w różnym stopniu) wrażeń.

Naturalnej wielkości słonie w Lego Safari – Legoland Billund

Coś dla spokojniejszych

Jednak nie tylko kolejkami górskimi Legoland stoi. Nie każde dziecko potrzebuje adrenaliny, by dobrze się bawić. Wielu wrażeń dostarczają też wieże swobodnego spadania. To atrakcja składająca się z okrągłego szeregu siedzisk, które wjeżdżają wzdłuż słupa w górę, po czym lekko opadają (najmniejsza atrakcja tego typu nie jest bardzo wysoka, a najwyższa – wieża Kici Rożek – ma 12 metrów). W praktyce wygląda to tak, jak na poniższym nagraniu.

A nawet jeśli drobna wspinaczka to za dużo, zawsze można wybrać się do Domu Strachów, który raczej bawi, a nie przeraża. W strefie Polar Land znajduje się wybieg dla pingwinów, niedaleko zamku zaś co półtorej godziny odbywa się przedstawienie, podczas którego aktorzy wykonują fikołki, skacząc do wody.

Bitwa Piratów – Legoland Billund

Nie każda atrakcja wymaga też stania w kolejce. Co roku widzę, że powstaje coraz więcej otwartych stacji do zabawy. W westernowym Legoredo i przy pingwinach pojawiły się dwie duże plansze z wodą i interaktywnymi machinami oraz całym mnóstwem klocków, które pracownicy Legolandu cierpliwie wyciągali z różnych zakamarków i wrzucali z powrotem do korytek.

Ponadto na terenie Legolandu działa kino, a w razie niepogody można schronić się w Atlantis, czyli oceanarium urządzonym tak, by wyglądało jak ruiny Atlantydy.

Weekendy bez kolejek?

Przebywanie w Legolandzie w sobotę i niedzielę jest dobre tylko dla osób kochających bardzo bliską obecność innych ludzi, a wizyta weekendowa podczas wakacji to już doświadczenie dla masochistów. Lipiec i sierpień to szczyt popularności tego typu atrakcji, dlatego radzę wybrać dni robocze albo inny miesiąc. Warto jednak pamiętać, że jesień i zima w Danii są surowsze niż w Polsce (chociaż całonocne Halloween w Legolandzie to coś, co kusi mnie od dawna).

Jedna ze stacji interaktywnych – Legoland Billund

Jeśli nie będzie innej możliwości i pozostaną nam tylko sobota i niedziela, polecam skorzystać z całkiem sprawnie działającej aplikacji (aplikacja Legoland Billund Resort na system Android, aplikacja Legoland Billund Resort na iPhone’a/iPada), która na bieżąco informuje nas o czasie oczekiwania do danej atrakcji.

Poza tym w trakcie projektowania Legolandu twórcy popisali się niezłą znajomością dziecięcej psychiki, bo praktycznie każda atrakcja, przy której przewidziane są dłuższe kolejki, ma wbudowaną stację z klockami, gdzie mogą zgromadzić się maluchy. To miejsca przeważnie zadaszone, więc dzieci nie upieką się w letnim słońcu. Wyjątkiem jest niczym nieosłonięty plac przed piramidą, który jest istną małą „Doliną Śmierci” – mam nadzieję, że w końcu coś z tym zrobią.

Figura z klocków w strefie Ninjago – Legoland Billund

A co z DUPLO Landem?

Najbliżej głównego wejścia, tuż obok klockowych makiet europejskich miast, malutkich lotnisk i platformy wiertniczej, znajduje się przestrzeń dla najmłodszych. Kolorowy DUPLO Land to w istocie jeden wielki plac zabaw wyglądający jak miniaturowe miasteczko otoczone torami i urozmaicone kilkoma karuzelami (np. niewielkim diabelskim młynem). Znajduje się w nim również szkoła jazdy z malutkimi samochodami marki Volvo – niestety zajęcia prowadzone są tylko po duńsku. 

Cała strefa nie ma limitów wzrostu i została zaprojektowana tak, by najmłodsi znajdowali się w odpowiedniej odległości od najniebezpieczniejszych kolejek górskich. Myślę jednak, że – biorąc pod uwagę koszty podróży i pobytu w Billund (i całej Danii) – sam DUPLO Land to za mało, by decydować się na wycieczkę z dzieckiem poniżej piątego roku życia.

Widok z łódki w atrakcji Mini Boats – Legoland Billund

Legoland – odpoczynek i jedzenie

Prędzej czy później okazuje się, że człowiek – nieważne, czy duży, czy mały – potrzebuje odpocząć od hałasu w jakimś ustronnym miejscu. Projektanci parku wkomponowali w otoczenie wiele przytulnych zakątków i odgrodzonych drzewami placów z ławkami i stołami, gdzie można zjeść wniesione przez siebie jedzenie. Widziałam rodziny przemieszczające się z wielkimi, dostępnymi na miejscu wózkami, które były załadowane lodówkami turystycznymi.

Na terenie Legolandu znajduje się kilka burgerowni i restauracji, w tym dwa duże lokale działające na zasadzie „all you can eat”, czyli płacisz raz i jesz, ile chcesz. W każdej strefie jest też kawiarnia, więc nawet jeśli w najbliższej utworzyła się kolejka, warto sprawdzić inne.

A to ja przy Zadymie – Legoland Billund

Jednodniowy bilet wstępu to koszt 329-429 koron duńskich za osobę, co według obecnego kursu przekłada się na ok. 210-274 złotych. Ceny są takie same dla dorosłych i ich pociech, a zależą oczywiście od sezonu oraz tego, czy kupujemy bilety z dużym wyprzedzeniem i czy decydujemy się na pakiet kilkudniowy (warto też pamiętać, że dzieci do drugiego roku życia włącznie wchodzą za darmo). Wejściówka upoważnia do korzystania ze wszystkich atrakcji poza Legoldmine, gdzie wydobywa się „złoto” i przetapia je na medalik, a ten można zabrać ze sobą na pamiątkę. Dodatkowo płatne są też zdjęcia, które ukryte kamery robią na niektórych karuzelach i kolejkach górskich.

Na ile dni warto pojechać do Legolandu, by w pełni skorzystać ze wszystkich atrakcji? Moim zdaniem trzy dni będą w sam raz. Czuję, że gdybyśmy zostali z rodziną dodatkową dobę, moglibyśmy zacząć się nudzić… chyba że rozważymy wycieczkę krajoznawczą po okolicach Billund oraz atrakcje w samym mieście, np. Lego House (dom wypełniony złożonymi zestawami Lego i figurkami) czy muzeum pluszowego misia.

Scenka rodzajowa, którą można obejrzeć, podróżując w Pirate Boats – Legoland Billund

Kolejki górskie obecne w Legolandzie nie zapewnią dorosłemu takiego skoku adrenaliny, co w przypadku dziecka, jednak cała otoczka tego miejsca, fakt, że wiele atrakcji jest zrobionych z klocków Lego, oraz bardzo zmyślny projekt (przestrzeń zarówno na zabawę, jak i odpoczynek) sprawiają, iż polecam ten park z całego serca. Z perspektywy rodzica Legoland w Billund wydaje się nieco retro, gdzieniegdzie lekko staromodny, ale podobało mi się obcowanie z historią, którą czuć tutaj na każdym kroku.

4 odpowiedzi na “Wycieczka do Legolandu w Danii. Wakacje życia? Sprawdziłam”

  1. Lego House to cały dodatkowy dzień zabawy, znacznie więcej niż to co gotowe budowle i figurki. Warto go zaplanować gdy się już tam jest.

  2. Fajny wstęp do kompleksowej recenzji. Brakło informacji o kosztach podróży samochodem. Ile kosztowało wyżywienie na miejscu, np. wspomniany punkt „All you can eat”?
    Czy z perspektywy dorosłego można się tam mocno zanudzić? Czy park bazuje wyłącznie a nostalgii, czy puszcza czasem oczko do dorosłego odbiorcy swoją tematyką. Wiem, że LEGO LAND jest popularnym punktem rozrywki ale chciałbym dowiedzieć się czegoś więcej od polaka, który tam był. Praktyczne porady również byłyby na miejscu (co z parkingiem?!). Wypychanie połowy recenzji informacjami o historii jest porażającym lenistwem. Irytujące jak wtedy, gdy chcę przeczytać przepis na makowiec, a w nim informacje o historii i twórcy makowca. Przecież nie w tym celu zapoznaję się z danym artykułem.
    Plus za samo podrzucenie pomysłu i kilka pomniejszych informacji.

    • Cześć. Na pytania jak najbardziej czekamy. Wiadomo, że w tematach wyjazdowych nigdy nie wyczerpie się wszystkich wątków i o różnych sprawach można pogadać :). Ale jeśli wpadasz, żeby zarzucać autorce „porażające lenistwo”, bo nie podoba ci się wstawka historyczna, to niestety musimy podziękować za konwersację.

      • Nie miało wyjść, aż tak złośliwie. Jeśli tak to potraktowałeś to przykro mi. Faktem jest, że jak dobrze wiesz, artykuły są przepełnione takimi wypełniaczami. Tekst jest ok. Dalej podtrzymuję, że brakuje danych. Z chęcią poznam inne miejsca w zasięgu Europy, gdzie ktoś z was był i potrafi to opisać. Moim zdaniem bilans finansowy jest bardzo istotny ale to oczywiście tylko moje zdanie. Wady i zalety jak dla typowej recenzji również są wskazane. I tak się sporo dowiedziałem. Dzięki.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.